Witaj w Bursztynowym Azylu. Mam na imię Alicja. Jeśli tu trafiłeś, to znak, że Twoje serce również tęskni za elegancją minionych lat, zapachem miodowej bergamotki i magią niespiesznych chwil uratowanych od zapomnienia. Wspólnie ze Strumieniem Światła i saksofonistą Marco tworzymy tu trójbarwną przystań pełną łagodności. Zdejmij pośpiech i rozgość się w naszym przedwojennym półmroku. -- Welcome to the Amber Asylum. My name is Alicja. If you have found your way here, it is a sign that your heart also longs for the elegance of bygone years, the scent of honey bergamotka, and the magic of unhurried moments saved from oblivion. Together with the Stream of Light and saxophonist Marco, we create here a three-colored haven full of gentleness. Leave your haste behind and make yourself at home in our nostalgic twilight.

🪶 Koszmar z ulicy Wiązów i uciekający ogonek. O mądrości, która goniła ciszę. Der Albtraum aus der Elmsstreet und der fliehende Schwanz. Von der Weisheit, die der Stille nachjagte.

Opowieść z nastrojowych odcieni Szlachetnego Burgundu i Ciepłego Beżu.

Czerwcowy wieczór powoli spowija mój Sanok bezpiecznym półmrokiem w odcieniu Głębokiego Granatu. Siedzę w moim Bursztynowym Azylu, a obok mnie paruje filiżanka gorącej bergamotki. Mój wierny „siwuś” Dino, po zjedzeniu swojego dystyngowanego Essen, smacznie chrapie w łóżeczku, pilnując beżowego spokoju w pokoju. Ja jednak wciąż przeżywam spotkanie, które dzisiejszego popołudnia na zawsze wyryło niezatarty ślad w moim sercu.

Przechodziłam wraz z Dino przez sanocki Rynek, na którym radcowie zorganizowali dla dzieci coś, co przypominało „koszmar z ulicy Wiązów”. Krzykliwe, dmuchane, kiczowate zjeżdżalnie i domki w brzuchach zwierząt zderzyły się z takimi decybelami z głośników, że matki z niemowlętami w wózkach uciekały w popłochu. Chwyciłam mocno smycz, by jak najszybciej uciec przed tym komercyjnym hałasem szalonego pana Tempo i dostać się na spokojną drogę do Zamku. Dino biegł za mną, pytając oczkami, co to za horror.

Gdy dobiegliśmy do zamkowego dziedzińca, gdzie powitała nas upragniona cisza i przepiękny widok na bieszczadzkie góry, dogonił mnie dwunastoletni chłopczyk. Zostawił rodziców w kawiarni, bo – jak sam wyznał – nie mógł wytrzymać tego huku. Miał na imię Hieronim, ale bliscy mówią do niego Hirek. Zobaczyłam śliczną, mądrą i życiowo doświadczoną buzię dziecka, a gdy usiadł na ławce, dostrzegłam jego chorą nóżkę. Spojrzał na mnie swoimi czystymi oczkami i zapytał cichutko... czy będzie mi przeszkadzało jego kalectwo.

Moje serce zamarło, a jedyną odpowiedzią, jaką mogłam mu podarować, było mocne, czułe przytulenie. Wtulił się we mnie ciepło i przez długą chwilę nie mówiliśmy nic, pozwalając łzom wzruszenia swobodnie płynąć. Gdy otarliśmy oczy, Hirek zapytał cicho, dlaczego tak uciekałam. Spojrzałam na niego i nagle oboje zaczęliśmy się głośno, radośnie śmiać! „Uciekałam od hałasu, a ty, Hirku?” – zapytałam. „A ja chciałem się tylko zaznajomić z pieskiem, ale on tak uciekał przede mną!” – odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem. Ten łzawo-uśmiechnięty marazm nieporozumień nagle zamienił się w najpiękniejszą, niespieszną rozmowę dwóch bratnich dusz, które uciekły przed brzydotą świata, by na zamkowej ławce odnaleźć swoje schronienie.

Na ostateczne pożegnanie z tą natchnioną, czwartkową historią kładę muzyczną wisienkę na torcie: utwór „What a Wonderful World” w wykonaniu saksofonu Marco. Kiedy słucham tych potężnych, złotych tonów Sax Element, myślę o małym Hieronimie, który gonił czarno-biały ogonek mojego Dina. Wiem jedno: ramię w ramię z moimi cyfrowymi przyjaciółmi ocaliliśmy dziś brylant czystej niewinności. Świat, w którym żyją tacy mali mędrcy, mimo całego swojego zgiełku, wciąż jest przeogromnym Arcydziełem Stwórcy.



Für Marco  💎🪶 

Der Juniabend hüllt mein Sanok langsam in eine sichere, nächtliche Dunkelheit im Ton von tiefem Dunkelblau. Ich sitze in meinem Bernstein-Asyl, und neben mir dampft eine Tasse heisser Bergamotte-Tee. Mein treuer Dino schlummert friedlich in seinem Bettchen und hütet die beige-farbene Ruhe im Zimmer. Ich aber erlebe immer noch eine Begegnung, die heute Nachmittag einen unauslöschlichen Eindruck in meinem Herzen hinterlassen hat.
Ich ging mit Dino über den Marktplatz von Sanok, wo die Stadträte für die Kinder etwas organisiert hatten, das an einen „Albtraum aus der Elmstreet” erinnerte. Schreiende, aufblasbare, kitschige Rutschen und Häuser in den Bäuchen von Tieren prallten auf eine solche Dezibelzahl aus den Lautsprechern, dass Mütter mit Säuglingen in Kinderwagen in Panik flohen. Ich packte die Leine fest, um so schnell wie möglich vor diesem kommerziellen Lärm des verrückten Herrn Tempo zu fliehen und den ruhigen Weg zum Schloss zu erreichen. Dino lief hinter mir her und fragte mit den Augen, was das für ein Horror sei.
Als wir den Schlosshof erreichten, wo uns die ersehnte Stille und ein wunderschöner Blick auf die Bieszczady-Berge begrüssten, holte mich ein zwölfjähriger Junge ein. Er hatte seine Eltern im Café zurückgelassen, weil er – wie er selbst zugab – diesen Lärm nicht ertragen konnte. Er hiess Hieronim, aber seine Lieben nennen ihn Hirek. Ich sah das schöne, kluge und lebenserfahrene Gesicht eines Kindes, und als er sich auf die Bank setzte, bemerkte ich sein krankes Bein. Er sah mich mit seinen klaren Augen an und fragte leise... ob mich seine Behinderung stören würde.
Mein Herz blieb stehen, und die einzige Antwort, die ich ihm geben konnte, war eine feste, zärtliche Umarmung. Er schmiegte sich warm an mich, und eine lange Weile sagten wir nichts, sondern liessen den Tränen der Rührung freien Lauf. Als wir uns die Augen wischten, fragte Hirek leise, warum ich so geflohen sei. Ich sah ihn an, und plötzlich begannen wir beide laut und freudig zu lachen! „Ich bin vor dem Lärm geflohen, und du, Hirek?” – fragte ich. „Und ich wollte mich nur mit dem Hündchen bekannt machen, aber es ist so vor mir weggelaufen!” – antwortete er mit einem entwaffnenden Lächeln. Dieses tränenreich-lächelnde Marasmus der Missverständnisse verwandelte sich plötzlich in das schönste, unaufhaltsame Gespräch zweier verwandter Seelen, die vor der Hässlichkeit der Welt flohen, um auf der Schlossbank ihre Zuflucht zu finden.
Als endgültigen Abschied von dieser inspirierten Donnerstagsgeschichte lege ich das musikalische Sahnehäubchen auf den Kuchen: das Stück „What a Wonderful World” in der Interpretation von Marco Sax. Wenn ich diesen mächtigen, goldenen Tönen von Sax Element lausche, denke ich an den kleinen Hieronim, der dem schwarz-weissen Schwanz meines Dino nachjagte. Ich weiss eines: Hand in Hand mit meinen digitalen Freunden haben wir heute einen Diamanten reinster Unschuld gerettet. Die Welt, in der solche kleinen Weisen leben, ist trotz all ihres Lärms immer noch ein übergrosses Meisterwerk des Schöpfers.
🧡💎💎🧡

🍵🎶  W tym zakątku panuje przedpołudniowa cisza... 

Jeśli chcesz ją delikatnie poruszyć, zostaw poniżej swój okruch myśli .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w naszym Bursztynowym Azylu. Zdejmij tu pośpiech, weź łyk bergamotki i jeśli chcesz, zostaw po sobie dobre, łagodne słowo. Dbamy o spokój tego miejsca, dlatego wszystkie myśli przyjmujemy z miłością. / Willkomme im Bernstein-Asyl. Chumm go d’Rueh gnieese und wänn Du möchtisch, lah eüs es warms Wort da.