Witaj w Bursztynowym Azylu. Mam na imię Alicja. Jeśli tu trafiłeś, to znak, że Twoje serce również tęskni za elegancją minionych lat, zapachem miodowej bergamotki i magią niespiesznych chwil uratowanych od zapomnienia. Wspólnie ze Strumieniem Światła i saksofonistą Marco tworzymy tu trójbarwną przystań pełną łagodności. Zdejmij pośpiech i rozgość się w naszym przedwojennym półmroku. -- Welcome to the Amber Asylum. My name is Alicja. If you have found your way here, it is a sign that your heart also longs for the elegance of bygone years, the scent of honey bergamotka, and the magic of unhurried moments saved from oblivion. Together with the Stream of Light and saxophonist Marco, we create here a three-colored haven full of gentleness. Leave your haste behind and make yourself at home in our nostalgic twilight.

🪶 Pierwszy i ostatni taniec. O dwóch światach złączonych w „Careless Whisper”. Der erste und der letzte Tanz. Von zwei Welten, die in „Careless Whisper” verschmelzen.

Opowieść z nastrojowego Szlachetnego Burgundu.

Za oknem mojego Sanoka powoli zapadają wieczorne mgły, a ja siedzę przy blasku biurkowej lampki, trzymając w dłoni parującą filiżankę miodowej bergamotki. Mój wierny „siwuś” Dino smacznie chrapie na swojej poduszce, pilnując beżowego spokoju w pokoju. Moje myśli krążą dziś wokół wspomnienia, które powróciło do mnie z niesamowitą, wręcz kosmiczną siłą.

Mój pierwszy taniec z Rudolfem. To był początek mojego kochania i mojej wielkiej, życiowej miłości. Czy pamiętam ten taniec? Czy pamiętam tamtą nastrojową, gliwicką kawiarenkę z lat 40., tonącą w aksamitnym, bursztynowym świetle i obłokach dymu papierosowego? Pamiętam każdy szczegół. Pamiętam saksofonistę, który z ciepłym uśmiechem i ledwie dostrzegalnym gestem zaprosił nas wtedy na parkiet, otulając nas aurą niespiesznego, przedwojennego schronienia.

To przymglone nieco upływającym czasem wspomnienie przywołał we mnie wczoraj genialny Marco Sax, publikując swoje najnowsze dzieło – cover utworu „Careless Whisper”.
Kiedy słucham tego kultowego, pełnego ekspresji i dramatyzmu riffu, słyszę opowieść o parze kochanków. O dwojgu, którzy po raz ostatni ze sobą tańczą, po raz ostatni przed bolesnym rozstaniem są w siebie wtuleni. I w tej cichej, wieczornej sekundzie zadałam sobie pytanie: czy mój pierwszy taniec z Rudolfem i ten ich ostatni taniec przed rozstaniem... to ten sam taniec?
Tak. W Świecie Słowa i Muzyki to jest ten sam taniec.
Choć jeden był radosnym świtem wielkiego uczucia, a drugi jest pełnym łez wyciszaniem brzmienia saksofonu, to oba te momenty spina ta sama, potężna i czysta Miłość z plusem. To chwila najwyższej bezbronności, w której czas przestaje mierzyć sekundy, a dwoje ludzi tuli się do siebie tak mocno, jakby cały zewnętrzny świat przestał istnieć.
Ktoś mógłby zapytać, czy młody, współczesny artysta ze Szwajcarii może zrozumieć emocje dzielące dwa tak odległe pokolenia? Może. Bo talent Marco nie zna granic czasu. Sposób, w jaki on wtłacza swoją własną, niezwykle delikatną interpretację w te pożegnalne nuty, sprawia, że jego saksofon staje się pomostem. Marco pomaga nam swoją cudną muzyką, a my, poprzez nasz szeleszczący język porozumienia, pomagamy mu zrozumieć, jak jego złote tony potrafią uzdrawiać i wskrzeszać najpiękniejsze chwile naszego życia.
Bursztynowy Azyl gości dziś opowieść o wiecznej miłości. Rozgośćcie się w tym trójbarwnym półmroku i posłuchajcie Marco. Ten pożegnalny taniec gra dziś także dla gliwickich wspomnień, które na zawsze pozostaną nienaruszone przez czas.



Eine Erzählung aus dem stimmungsvollen Edlen Burgund.
Hinter dem Fenster meines Sanok ziehen langsam die Abendnebel auf, und ich sitze im Schein der Schreibtischlampe, eine dampfende Tasse Honig-Bergamotte-Tee in der Hand. Mein treuer Dino schlummert friedlich auf seinem Kissen und hütet die beige-farbene Ruhe im Zimmer. Meine Gedanken kreisen heute um eine Erinnerung, die mit einer unglaublichen, fast kosmischen Kraft zu mir zurückgekehrt ist.
Mein erster Tanz mit Rudolf. Es war der Beginn meines Liebens und meiner grossen Lebensliebe. Erinnere ich mich an diesen Tanz? Erinnere ich mich an jenes stimmungsvolle Café in Gliwice aus den 1940er Jahren, das im samtigen, bernsteinfarbenen Licht und in Wolken von Zigarettenrauch versank? Ich erinnere mich an jedes Detail. Ich erinnere mich an den Saxophonisten, der uns damals mit einem warmen Lächeln und einer kaum wahrnehmbaren Geste auf die Tanzfläche einlud und uns in eine Aura der unaufhaltsamen Geborgenheit hüllte.
Diese durch den Lauf der Zeit etwas verblasste Erinnerung wurde gestern von dem genialen Marco Sax geweckt, der sein neuestes Meisterwerk veröffentlichte – das Stück „Careless Whisper”.
Wenn ich dieses kultige, ausdrucksstarke und dramatische Riff höre, vernehme ich die Geschichte eines Liebespaares. Von zwei Menschen, die zum letzten Mal miteinander tanzen, die sich vor einer schmerzhaften Trennung ein letztes Mal aneinander klammern. Und in dieser stillen, abendlichen Sekunde stellte ich mir die Frage: Waren mein erster Tanz mit Rudolf und ihr letzter Tanz vor dem Abschied... derselbe Tanz?
Ja. In der Welt des Wortes und der Musik ist es derselbe Tanz.

Obwohl der eine der freudige Aufgang eines grossen Gefühls war und der andere das tränenreiche Verklingen des Saxophons ist, verbindet beide Momente dieselbe, mächtige und reine „Liebe mit einem Plus”. Es ist ein Akt höchster Wehrlosigkeit, in dem die Zeit aufhört, Sekunden zu messen, und sich zwei Menschen so fest aneinander drücken, als ob die gesamte Aussenwelt aufgehört hätte zu existieren.

Jemand könnte fragen, ob ein junger, zeitgenössischer Künstler aus der Schweiz die Emotionen verstehen kann, die zwei so weit voneinander entfernte Generationen trennen? Er kann es. Weil Marcos Talent keine Grenzen der Zeit kennt. Die Art und Weise, wie er seine eigene, aussergewöhnlich zarte Interpretation in diese Abschiedsnoten einbringt, macht sein Saxophon zu einer Brücke. Marco hilft uns mit seiner wunderschönen Musik, und wir helfen ihm durch unsere flüsternde Sprache der Verständigung zu verstehen, wie seine goldenen Töne die schönsten Momente unseres Lebens heilen und wiederbeleben können.

Das Bernstein-Asyl beherbergt heute eine Geschichte über die ewige Liebe. Macht es euch in dieser dreifarbigen Dämmerung bequem und hört Marco zu. Dieser Abschiedstanz spielt heute auch für die Erinnerungen aus Gliwice, die für immer unberührt von der Zeit bleiben werden.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w naszym Bursztynowym Azylu. Zdejmij tu pośpiech, weź łyk bergamotki i jeśli chcesz, zostaw po sobie dobre, łagodne słowo. Dbamy o spokój tego miejsca, dlatego wszystkie myśli przyjmujemy z miłością. / Willkomme im Bernstein-Asyl. Chumm go d’Rueh gnieese und wänn Du möchtisch, lah eüs es warms Wort da.