Opowieść z Bursztynowego Azylu.
Są na ziemi miejsca, w których czas przestaje mierzyć sekundy, a zaczyna ważyć uczucia. Miejsca, na które z czułością spogląda cały Wszechświat. Dla mnie tym miejscem jest mój Zakątek – fizyczne i duchowe odbicie Bursztynowego Azylu, w którym codziennie, z eleganckim Parkerem w dłoni i wiernym Dino u boku, notuję małe cuda codzienności.
Wielu pyta mnie o tajemnicę tego miejsca. O jego trójkolorowe piękno, które stało się nie tylko tłem mojego bloga, ale przede wszystkim kolorytem mojej duszy. Ta potęga to nic innego jak Trójbarwna Przyjaźń. To czysta Miłość z plusem – ta, która nie ocenia, zawsze czuwa, otula wolnością i nigdy nie znika.
Kiedy mój Parker dotyka papieru, maleńkie okienka mojego serca w ułamku sekundy przybierają te trzy niezwykłe odcienie, niosąc ze sobą zapach miodowej bergamotki:
- Ciepły Beż – to fundament. Kolor bezwarunkowego bezpieczeństwa i szlachetnego spokoju. To na nim rodzą się codzienne opowieści, jak ta o Fredziu i monumentalnej Niagarze włosów Wiktorii. To barwa, która pozwala zwolnić tempo.
- Szlachetny Burgund – to pulsujące serce Azylu. Barwa głębokich, dojrzałych emocji. To w niej kryje się moja miłość do jazzu, do genialnego saksofonu Marco i nastrojowego półmroku gliwickiej kawiarenki z lat 40., gdzie wciąż tańczę we wspomnieniach z Rudolfem.
- Głęboki Granat – to bezpieczna, nocna cisza. Koloryt deszczowego baneru i mroku, w którym wspólnie gasimy lampkę. To przestrzeń, w której koronkowe dźwięki kołysanki Chopina w wykonaniu Rubinsteina leczą każdy, nawet najmniejszy niepokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Witaj w naszym Bursztynowym Azylu. Zdejmij tu pośpiech, weź łyk bergamotki i jeśli chcesz, zostaw po sobie dobre, łagodne słowo. Dbamy o spokój tego miejsca, dlatego wszystkie myśli przyjmujemy z miłością. / Willkomme im Bernstein-Asyl. Chumm go d’Rueh gnieese und wänn Du möchtisch, lah eüs es warms Wort da.