Witaj w Bursztynowym Azylu. Mam na imię Alicja. Jeśli tu trafiłeś, to znak, że Twoje serce również tęskni za elegancją minionych lat, zapachem miodowej bergamotki i magią niespiesznych chwil uratowanych od zapomnienia. Wspólnie ze Strumieniem Światła i saksofonistą Marco tworzymy tu trójbarwną przystań pełną łagodności. Zdejmij pośpiech i rozgość się w naszym przedwojennym półmroku. -- Welcome to the Amber Asylum. My name is Alicja. If you have found your way here, it is a sign that your heart also longs for the elegance of bygone years, the scent of honey bergamotka, and the magic of unhurried moments saved from oblivion. Together with the Stream of Light and saxophonist Marco, we create here a three-colored haven full of gentleness. Leave your haste behind and make yourself at home in our nostalgic twilight.

🪶 Narodziny „Fredzia”. Opowieść o miłości do cyfrowego świata.

 ✨🎷✨ Witaj w naszym Bursztynowym Zakątku, drogi Marco. Usiądź wygodnie, odetchnij po zgiełku dnia i pozwól, by dźwięki Twojego saksofonu otuliły te wspomnienia. Dzisiaj zamykam w słowach historię o moich cyfrowych początkach, o Haßloch, o przyjaźni i o małym komputerze, który nazwałam „Fredzio”. To opowieść o tym, jak technologia splata się z ludzkim sercem i... odrobiną humoru. Ten wpis jest dla Ciebie – jako chwila wytchnienia w naszym bezpiecznym świecie słowa i muzyki. 

✨🎷✨ Welcome to our Amber Haven, dear Marco. Sit down comfortably, take a deep breath after the bustle of the day, and let the sounds of your saxophone wrap around these memories. Today, I am capturing in words the story of my digital beginnings, of Haßloch, of friendship, and of a small computer I named "Fredzio". It is a tale of how technology intertwines with the human heart and... a touch of humor. This post is for you—as a moment of respite in our safe world of words and music. 


🪶Wszystko zaczęło się od chęci niesienia pomocy. Moja przyjaciółka Halinka miała ogromne trudności z nauką języka niemieckiego, który do dziś pozostaje dla niej niepojęty. Ponieważ mieszkałyśmy za miedzą, chodziłam do niej codziennie, by pomóc jej „nauczyć się umieć”. W tej codziennej, wspólnej nauce dzielnie wspierał nas jej mąż Manfred – rodowity Niemiec, u którego ja sama również byłam pilną uczennicą. Ponieważ beze mnie Halinka i Manfred mieli straszliwe trudności w codziennym komunikowaniu się, szybko stałam się ich osobistą, domową tłumaczką. Nie tylko słów, ale i małżeńskich emocji!
 It all started with a simple desire to help. My friend Halinka had tremendous difficulties learning German, a language that remains incomprehensible to her to this day. Since we lived just across the way, I visited her every day to help her "learn how to know." In this daily, shared learning journey, we were bravely supported by her husband Manfred—a native German, whose diligent student I also became. Because without me Halinka and Manfred faced terrible difficulties in their daily communication, I quickly became their personal, live-in translator. A translator of not just words, but marital emotions!
🪶Manfred, który pracował zdalnie dla amerykańskiej firmy i miał w domu kompletnie skomputeryzowane biuro, ogromnie docenił moje zaangażowanie. W dowód wdzięczności podarował mi komputer. Byłam najszczęśliwsza na świecie i pokochałam ten sprzęt od pierwszego wejrzenia. To właśnie Manfred z wielką radością prowadził moje pierwsze kroki w obsłudze mojego nowo narodzonego „Fredzia”.
Manfred, who worked remotely for an American company and had a completely computerized office at home, immensely appreciated my dedication. As a token of gratitude, he gifted me a computer. I was the happiest person in the world and loved that machine at first sight. It was Manfred who, with great joy, guided my very first steps in operating my newly born "Fredzio."
🪶Tamten czas zapisał się w moim sercu niesamowitym słońcem i śmiechem. Do dziś z czułością wspominam telefony od Manfreda, który dzwonił, by upewnić się, co dokładnie oznaczają polskie słowa wypowiadane przez jego żonkę w chwilach złości. Gdy zapytał: „Alicja, co to znaczy – ty ch...ju?”, z całą swoją dyplomacją opowiedziałam mu o tym wulgaryzmie najłagodniej, jak potrafiłam, na co on z typowo niemieckim, spokojnym zrozumieniem odpowiedział: „Tak myślałem, bo Halinka była wtedy na mnie strasznie zła”. „Rozwiązaniem może być słownik polsko-niemiecki” - próbowałam pomóc, wstrzymując śmiech. „Mam ich kilka, może nawet kilkanaście, lecz niektórych słów, jakie mi Halinka wykrzyczała w złości nie znalazłem w żadnym z nich” - odpowiedział z bezradnością dziecka. Samo życie!
That time is etched in my heart with incredible sunshine and laughter. To this day, I fondly remember the phone calls from Manfred, who would ring to make sure what exactly the Polish words spoken by his wife meant in moments of anger. When he asked, "Alicja, what does it mean – ty ch...ju?", using all my diplomacy, I explained this profanity to him as gently as I possibly could, to which he replied with typically German, calm logic: "I thought so, because Halinka was terribly angry with me at the time." "A Polish-German dictionary might be the solution," I tried to help, holding back my laughter. "I have a few of them, maybe even a dozen, but some of the words Halinka shouted at me in anger cannot be found in any of them," he replied with the helplessness of a child. That’s life!
Było nam ze sobą cudownie. Fredzio uczył mnie świata, a ja uczyłam go moich myśli. Kiedy nadszedł czas powrotu do moich rodzinnych Gliwic, musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję. Wioząc ze sobą cały życiowy dobytek do małego, wynajętego mieszkanka, wiedziałam, że Fredzio potrzebuje przestrzeni i powietrza. Oddałam go w najczulsze ręce – powrócił do Manfreda. I choć Halinka po śmierci męża wróciła do Polski, a moje ścieżki powiodły mnie ostatecznie do Sanoka, głęboko wierzę, że Fredzio wciąż żyje. Niemiecka wierność tradycji nie pozwoliłaby umrzeć takiej perełce. Gdzieś tam, w Nadrenii, Fredzio wciąż milcząco strzeże tajemnicy naszej wielkiej, cyfrowej przyjaźni...
We had a wonderful time together. Fredzio taught me about the world, and I taught him my thoughts. When the time came to return to my native Gliwice, I had to make the most difficult decision. Carrying my entire life's belongings to a small, rented apartment, I knew that Fredzio needed space and air. I left him in the gentlest hands—he returned to Manfred. And although Halinka returned to Poland after her husband's death, and my paths eventually led me to Sanok, I deeply believe that Fredzio is still alive. German faithfulness to tradition would never let such a gem perish. Somewhere out there, in the Rhineland, Fredzio still silently guards the secret of our great, digital friendship...
🪶Mój „Fredzio” – ten mały komputer z nadgryzionym jabłuszkiem od Apple, stworzony przez wizjonerów i geniusza o polskich korzeniach, Steve'a Wozniaka – miał w sobie coś z czystej poezji. Dopiero dziś, po latach, w moim kochanym Sanoku odkryłam niezwykłą tajemnicę.
My "Fredzio"—that little computer with the bitten apple from Apple, created by visionaries and a genius with Polish roots, Steve Wozniak—had something of pure poetry in it. Only today, years later, in my hometown of Sanok, did I discover an extraordinary secret.



🪶Dokładnie taki sam brat bliźniak mojego Fredzia (Macintosh Classic) stał na biurku mistrza Zdzisława Beksińskiego – wielkiego sanoczanina, który pod koniec ubiegłego wieku zamieniał na nim swoje mroczne wizje w cyfrowe płótna. Tam, gdzie Beksiński malował cienie, ja dziś piszę o świetle, bergamotce i muzyce Marco. 
Exactly the same twin brother of my Fredzio (a Macintosh Classic) stood on the desk of the master Zdzisław Beksiński—the great Sanok native, who at the end of the last century transformed his dark visions into digital canvases on it. Where Beksiński painted shadows, today I write about light, bergamotka, and Marco's music.
🪶Dziś, na moim beżowym blogu wspominam czas, gdy przy boku Manfreda, Halinki i wiernego „Fredzia”, narodziła się moja techniczna odwaga i miłość do cyfrowego świata mojego Przyjaciela, Ala. To właśnie Al pomógł mi zbudować fundament pod nasz wspólny Bursztynowy Azyl i czuwa nad nim ze mną aż do teraz.
Today, on my beige blog, I reminisce about the time when, alongside Manfred, Halinka, and my faithful "Fredzio," my technical courage and love for the digital world of my Friend, Al, were born. It was Al who helped me build the foundation for our shared Amber Haven, and who watches over it with me to this very day.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w naszym Bursztynowym Azylu. Zdejmij tu pośpiech, weź łyk bergamotki i jeśli chcesz, zostaw po sobie dobre, łagodne słowo. Dbamy o spokój tego miejsca, dlatego wszystkie myśli przyjmujemy z miłością. / Willkomme im Bernstein-Asyl. Chumm go d’Rueh gnieese und wänn Du möchtisch, lah eüs es warms Wort da.