Bursztynowy Azyl, mój świat skąpany w jazzowych akordach i zapachu niezapomnianego tańca.
_____________________________________________________________________________
Witaj w Bursztynowym Azylu. Mam na imię Alicja. Jeśli tu trafiłeś, to znak, że Twoje serce również tęskni za elegancją minionych lat, zapachem miodowej bergamotki i magią niespiesznych chwil uratowanych od zapomnienia. Wspólnie ze Strumieniem Światła i saksofonistą Marco tworzymy tu trójbarwną przystań pełną łagodności. Zdejmij pośpiech i rozgość się w naszym przedwojennym półmroku.
-- Welcome to the Amber Asylum. My name is Alicja. If you have found your way here, it is a sign that your heart also longs for the elegance of bygone years, the scent of honey bergamotka, and the magic of unhurried moments saved from oblivion. Together with the Stream of Light and saxophonist Marco, we create here a three-colored haven full of gentleness. Leave your haste behind and make yourself at home in our nostalgic twilight.
💎 Eine Freundschaft, die man baut. Manifest aus dem Bernstein-Asyl. Przyjaźń, którą się buduje. Manifest z Bursztynowego Azylu.
Reflexionen nach einem Vortrag über die „Liebe mit einem Plus”
Draussen verblasst langsam das Licht und weicht der abendlichen Stille. Ich sitze in meinem gemütlichen Sessel, und in meinem Kopf wirbeln noch immer die Worte, die heute im Königreichssaal die zartesten Saiten meiner Seele berührt haben. Ich bin wie auf Flügeln von der Versammlung nach Hause zurückgekehrt, getragen von einer reinen, geistigen Erfrischung.
Mein geliebter geistiger Bruder Bartek hielt heute einen Vortrag, der mir wie eine direkte Fortsetzung meiner gestrigen Überlegungen über die Dreifarbige Freundschaft erschien. Er sprach über die Rolle der Nähe in unserem Alltag. Er stellte Fragen, die jeder von uns im Herzen trägt: Wie findet man und wo sucht man diejenigen, denen wir bedingungslos vertrauen können? Wem können wir unsere Liebe sicher schenken?
Als ich der zeitlosen, unvergänglichen Weisheit aus den Seiten der Bibel lauschte, konnte ich meine Rührung nicht zurückhalten. Mein Herz war von einem einzigen, mächtigen Gedanken erfüllt: Ich liebeGott. Ich liebe Ihn so sehr! Diese Liebe ist wie das tiefste Fundament meines Lebens. Als ich nach dem Vortrag zu Bruder Bartek ging, sah er mich mit dieser warmen, brüderlichen Fürsorge an und flüsterte mir leise ins Ohr: „Ich habe doch deine Tränen gesehen. Auf dem Podium waren sie auch zu sehen...“
Diese Tränen waren die Antwort auf eine grosse Wahrheit aus Sprüche 17:17:
„Ein wahrer Freund liebt allezeit, und er ist ein Bruder, der für Zeiten der Not geboren ist“.
Die heutige Welt, die so oft von schlechten Menschen, Egoismus und Eile befleckt ist, versucht uns einzureden, dass reine Uneigennützigkeit der Vergangenheit angehört. Es erinnert an einen schrecklichen Sturm auf dem Meer, ein gewaltiger Hurrikan, bei dem der aschgraue, von schweren Wolken verhangene Himmel fast die aufgewühlten Wellen berührt. Riesige Wassermassen schlagen mit zerstörerischer Kraft gegen die Ufer.
Doch inmitten dieses Chaos erkenne ich etwas Aussergewöhnliches – ein Bild, das ich unter meinen Augenlidern trage. Es ist ein einsamer Leuchtturm. Obwohl die Wellen erbarmungslos auf ihn einschlagen, bleibt er unerschütterlich auf seinem Posten. Sein Licht erlischt nicht. Es hat kein Recht zu erlöschen, weil es weiss, dass es in der dichter werdenden Dunkelheit der Nacht die einzige Rettung und der einzige Wegweiser für die müden Seeleute ist.
Genau das Gleiche ist für uns die „Liebe mit einem Plus”. Sie wird jeden Sturm des Alltags überstehen! Sie wird in den Herzen derer überleben, für die die Freundschaft mit einem grossen „F” eine absolute Priorität bleibt.
Bartek schloss seinen Vortrag mit einem Satz, den ich sofort in mein Notizbuch schrieb, um ihn für immer in mein Gedächtnis einzubrennen:
„Wahre Freundschaften sind nicht etwas, das man findet, sondern etwas, das man baut. Mit jedem gesprochenen Wort, jedem Beweis von Respekt, jeder Vergebung.“
Es ist erstaunlich, wie diese Worte mit meinem Bernstein-Asyl korrespondieren. Denn dieser Blog, dieser Ort der Begegnung mit dem Wort und der Musik von Marcos Saxophon, ist nicht zufällig entstanden. Wir bauen ihn jeden Tag. Wir bauen ihn mit Respekt vor dem Mitmenschen, mit Achtsamkeit für seine Emotionen und indem wir uns gegenseitig mit der beige-farbenen Ruhe umhüllen, die nicht urteilt, sondern immer wacht.
Freundschaft ist kein fertiges Geschenk, das irgendwo auf dem Lebensweg verborgen liegt. Es ist eine geduldige, tägliche Skulptur. Manchmal entgleiten uns unter dem Einfluss grosser Emotionen diese menschlichen Gefühle, aber wenn das Fundament die Liebe zum Schöpfer ist, finden sie immer einen sicheren Hafen.
Danke für diesen schönen Tag. Macht es euch in dieser dreifarbigen Schönheit bequem und denkt heute an diejenigen, mit denen ihr eure eigene „Liebe mit einem Plus” baut.
Refleksje po wykładzie o Miłości z plusem.
Za oknem powoli gęstnieje światło, ustępując miejsca wieczornej ciszy. Siedzę w moim wygodnym fotelu, a w głowie wciąż wirują słowa, które dzisiaj na Sali Królestwa poruszyły najczulsze struny mojej duszy. Wróciłam ze zgromadzenia na skrzydłach, niesiona czystym, duchowym orzeźwieniem.
Mój ukochany duchowy brat, Bartek, wygłosił dziś wykład, który wydał mi się bezpośrednim przedłużeniem moich wczorajszych rozważań o Trójbarwnej Przyjaźni. Omawiał rolę bliskości w naszej codzienności. Zadawał pytania, które każdy z nas nosi w sercu: jak znaleźć i gdzie szukać tych, którym możemy bezgranicznie zaufać? Komu możemy bezpiecznie podarować swoją miłość?
Słuchając ponadczasowej, nieprzemijającej mądrości płynącej z kart Biblii, nie potrafiłam powstrzymać wzruszenia. Moje serce przepełniała jedna, potężna myśl: Ja kocham Boga. Tak bardzo Go kocham! Ta miłość jest jak najgłębszy fundament mojego życia. Gdy po wykładzie podeszłam do brata Bartka, on spojrzał na mnie z tą ciepłą, braterską troską i szepnął mi cicho do ucha: „Ja przecież widziałem twoje łzy. Na podium też były widoczne...”
Te łzy były odpowiedzią na wielką prawdę zawartą w Księdze Przysłów 17:17:
„Prawdziwy przyjaciel okazuje miłość przez cały czas i jest bratem,
na którym można polegać w chwilach udręki”.
Współczesny świat, tak często zbrukany przez złych ludzi, egoizm i pośpiech, próbuje nam wmówić, że czysta bezinteresowność odeszła w przeszłość. Przypomina to straszliwą burzę na morzu, potężny sztorm, w którym popielate od ciężkich chmur niebo niemal dotyka wzburzonych fal. Ogromne masy wody z niszczycielską siłą uderzają w brzegi.
Ale pośród tego chaosu dostrzegam coś niezwykłego – obraz, który noszę pod powiekami. To samotna latarnia morska. Mimo że fale smagają ją bez litości, ona niezłomnie trwa na posterunku. Jej światło nie gaśnie. Nie ma prawa zgasnąć, bo wie, że w gęstniejącym mroku nocy jest jedynym ratunkiem i drogowskazem dla strudzonych żeglarzy.
Dokładnie tym samym dla nas jest Miłość z plusem. Ona przetrwa każdy sztorm codzienności! Przetrwa w sercach tych, dla których Przyjaźń przez duże P pozostaje absolutnym priorytetem.
Bartek zamknął swój wykład sentencją, którą natychmiast zapisałam w moim kajeciku, by wyryć ją w pamięci na zawsze:
„Prawdziwe Przyjaźnie to nie coś, co się znajduje, ale coś, co się buduje. Każdym wypowiedzianym słowem, okazaniem szacunku, każdym przebaczeniem”.
To niesamowite, jak te słowa korespondują z moim Bursztynowym Azylem. Przecież ten blog, to miejsce spotkań ze słowem i muzyką saksofonu Marco, nie powstał z przypadku. Budujemy go codziennie. Budujemy go szacunkiem do drugiego człowieka, uważnością na jego emocje i otulaniem się nawzajem beżowym spokojem, który nie ocenia, ale zawsze czuwa.
Przyjaźń to nie gotowy dar ukryty gdzieś na drodze życia. To cierpliwa, codzienna rzeźba. Czasem, pod wpływem wielkich emocji te nasze ludzkie uczucia wymykają się z rąk, ale gdy fundamentem jest miłość do Stwórcy, zawsze odnajdują bezpieczny ląd.
Dziękuję za ten piękny dzień. Rozgośćcie się w tym trójbarwnym pięknie i pomyślcie dziś o tych, z którymi budujecie swoją własną Miłość z plusem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Witaj w naszym Bursztynowym Azylu. Zdejmij tu pośpiech, weź łyk bergamotki i jeśli chcesz, zostaw po sobie dobre, łagodne słowo. Dbamy o spokój tego miejsca, dlatego wszystkie myśli przyjmujemy z miłością. / Willkomme im Bernstein-Asyl. Chumm go d’Rueh gnieese und wänn Du möchtisch, lah eüs es warms Wort da.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Witaj w naszym Bursztynowym Azylu. Zdejmij tu pośpiech, weź łyk bergamotki i jeśli chcesz, zostaw po sobie dobre, łagodne słowo. Dbamy o spokój tego miejsca, dlatego wszystkie myśli przyjmujemy z miłością. / Willkomme im Bernstein-Asyl. Chumm go d’Rueh gnieese und wänn Du möchtisch, lah eüs es warms Wort da.